Po raz kolejny w duchu dziękowała wszystkim możliwym
bóstwom, że dziś jest sobota, dzień wolny od pracy. Jej głowa chciała wybuchnąć
za każdym razem, gdy wykonywała nawet najdrobniejszy ruch. Kac męczył ją od
samego rana, pocieszała się tylko, że jak wychodziła od Sakury ta wyglądała
jeszcze gorzej od niej. Mimo złego samopoczucia czuła się szczęśliwa,
spełniona. Odnowiła kontakty z najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miała
i spędziły całą noc plotkując i śmiejąc się.
Weszła do domu, pociągając nogami zwróciła się w stronę pokoju, lecz po chwili się rozmyśliła i poszła do kuchni by wziąć jakieś leki, a także szklankę czegoś co pomoże na suchość w gardle. W tym momencie marzyła tylko o spaniu, więc jak już połknęła tabletkę, ze szklanką w dłoni powędrowała do swojego pokoju. Najdelikatniej jak mogła ułożyła się na poduszce, mimo wszystko ból rozszedł się po jej głowie w zawrotnym tempie. "To będzie bardzo długi dzień", zaświtało jej w myślach, po czym usnęła.
Gdy postanowiła otworzyć oczy za oknem było ciemno, a jej głowa była w bardzo dobrym stanie. Ucieszona wstała szybko i pobiegła do kuchni, gdzie wcześniej zostawiła torebkę, a w niej telefon. Zamierzała zadzwonić do Sakury. Już po pierwszym sygnale usłyszała znajomy głos.
- Tak, słucham?
- Oj, oj, Sakura, coś czuję, że ten dzień nie należał do najlepszych.
- Nawet sobie tak nie żartuj!- odpowiedziała tamta z nutką złości w głosie- Mam okropny ból głowy, żadnych tabletek i jeszcze musiałam biec dziś do pracy, bo mój kochany szef, jak zwykle zresztą, zapomniał jakiś ważnych papierów na spotkanie! No i musiałam zawalać, najpierw do biura, a później na spotkanie, żeby mu je dostarczyć. I jeszcze jakby tego było mało, jak biegłam to złamałam sobie obcas!!! Gdyby nie twój szef, nie skończyło by się tylko na nim.
- Mój szef?
Zdziwienie malowało się na jej twarzy, on niezbyt często pokazywał się gdzieś, chyba, że bardzo musiał. Dziś był dzień odpoczynku, więc sądziła, że spędza go w domu, a tu takie zaskoczenie. Nie umknęło jej też, w jaki sposób Uchiha patrzył na jej zielonooką koleżankę, na bankiecie, na którym się poznali. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak dokładnie, złapał mnie zanim upadłam, co znacznie uszczupliło liczbę moich obrażeń.
- Cóż ja mogę powiedzieć. Może: przestań biegać jak opętana, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę, lub co gorsza, wpadniesz w łapy niesamowitego kolesia!
Tamta od razu zaśmiała sie, cieszyło ją, że poprawiła jej humor.
- Tak, nie żałuję!- Sakura ciągle chichotała, jak nastolatka.
- Oho! Gadaj co się stało!
Głucha cisza zapadła po drugiej stronie.
- Sakura!- powiedziała z grozą w głosie.
- No już, już. W sumie nic specjalnego. No może oprócz, tego, że szanowny Pan Uchiha walnął mi strasznie długą gadkę na temat rozważnego kierowania swoim życiem, które w każdej chwili mogę stracić.
Słysząc jak koleżanka jednym tchem wyznała wszystko, z nutką ironii w głosie nie wiedziała co powiedzieć. Zakończenie rozmowy wydawało się najlepszym pomysłem. Jednak pytania kłębiące się w jej głowie niedługo będą musiały zostać wypowiedziane.
- Słuchaj, ja już muszę kończyć, mam nadzieję, że w następnych dniach znajdziesz dla mnie czas.
Tym razem to Sakura przerwała jej przemyślenia. Delikatnym głosem odpowiedziała tylko:
- Spoko, nie ma problemu. Czekam na telefon.
********************************
W wielkim szoku patrzyła na swojego mężczyznę, w sumie po jego słowach, to już raczej nie jej. Nie wiedziała co w tym momencie zrobić. Jak on w ogóle śmiał tak się do niej odezwać? Do niej! Wspaniałej, pięknej Ino! Niedorzeczne! Niewiarygodne!
Już otwierała usta by mu wyrzucić jaki z niego cham i prostak. Ale on bezczelnie jej przerwał.
- Nic nie mów Ino, nie chce mi się ciebie dłużej słuchać! Po prostu zrób to co kazałem, zbieraj manatki i wypieprzaj z mojego życia. Nie potrzebuję ani ciebie, ani twoich wiecznych problemów. Mam swoje własne!
- Tak po prostu mnie wyrzucasz?! Jak jakiegoś śmiecia?!
- Nie przesadzaj...
Nie wytrzymała, krew w niej wrzała. Utrze mu nosa, z nią miałby wszystko!
- Wrócisz do mnie z podkulonym ogonem, zobaczysz, będziesz błagał żebym wróciła! Ale nawet nie myśl, że to zrobię. Jeszcze dziś powiem tatusiowi, żeby zerwał z tobą wszelkie interesy. Ty... Ty DUPKU!
Spojrzał na nią z taką pogardą w oczach, że aż się cofnęła.
- Myślisz, że potrzebuję twojego ojczulka żeby odnieść sukces? To grubo się mylisz! A teraz z łaski swojej wynoś się! Albo nie! Wiesz co? Ja wyjdę, a ty się spakuj, do rana ma cię nie być. Nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy!
Nigdy na nią nie krzyczał. Ba! On nigdy głosu nie podnosił. Zbita z tropu ciągle się w niego wpatrywała. A on pozbierał kilka swoich rzeczy i wyszedł z mieszkania. Towarzyszył temu głośny trzask drzwi.
A w jej głowie rodził się plan, nie odpuści mu, jest jej potrzebny. Poza tym nikt do tej pory nie potraktował jej w ten sposób, w obawie przed gniewem jej ojca. Nie miała wyboru, jej nadwyrężona lekko duma domagała się zemsty. Na twarz blondynki zawitał nieprzyjemny uśmiech. "Już ja ci pokażę."
Weszła do domu, pociągając nogami zwróciła się w stronę pokoju, lecz po chwili się rozmyśliła i poszła do kuchni by wziąć jakieś leki, a także szklankę czegoś co pomoże na suchość w gardle. W tym momencie marzyła tylko o spaniu, więc jak już połknęła tabletkę, ze szklanką w dłoni powędrowała do swojego pokoju. Najdelikatniej jak mogła ułożyła się na poduszce, mimo wszystko ból rozszedł się po jej głowie w zawrotnym tempie. "To będzie bardzo długi dzień", zaświtało jej w myślach, po czym usnęła.
Gdy postanowiła otworzyć oczy za oknem było ciemno, a jej głowa była w bardzo dobrym stanie. Ucieszona wstała szybko i pobiegła do kuchni, gdzie wcześniej zostawiła torebkę, a w niej telefon. Zamierzała zadzwonić do Sakury. Już po pierwszym sygnale usłyszała znajomy głos.
- Tak, słucham?
- Oj, oj, Sakura, coś czuję, że ten dzień nie należał do najlepszych.
- Nawet sobie tak nie żartuj!- odpowiedziała tamta z nutką złości w głosie- Mam okropny ból głowy, żadnych tabletek i jeszcze musiałam biec dziś do pracy, bo mój kochany szef, jak zwykle zresztą, zapomniał jakiś ważnych papierów na spotkanie! No i musiałam zawalać, najpierw do biura, a później na spotkanie, żeby mu je dostarczyć. I jeszcze jakby tego było mało, jak biegłam to złamałam sobie obcas!!! Gdyby nie twój szef, nie skończyło by się tylko na nim.
- Mój szef?
Zdziwienie malowało się na jej twarzy, on niezbyt często pokazywał się gdzieś, chyba, że bardzo musiał. Dziś był dzień odpoczynku, więc sądziła, że spędza go w domu, a tu takie zaskoczenie. Nie umknęło jej też, w jaki sposób Uchiha patrzył na jej zielonooką koleżankę, na bankiecie, na którym się poznali. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak dokładnie, złapał mnie zanim upadłam, co znacznie uszczupliło liczbę moich obrażeń.
- Cóż ja mogę powiedzieć. Może: przestań biegać jak opętana, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę, lub co gorsza, wpadniesz w łapy niesamowitego kolesia!
Tamta od razu zaśmiała sie, cieszyło ją, że poprawiła jej humor.
- Tak, nie żałuję!- Sakura ciągle chichotała, jak nastolatka.
- Oho! Gadaj co się stało!
Głucha cisza zapadła po drugiej stronie.
- Sakura!- powiedziała z grozą w głosie.
- No już, już. W sumie nic specjalnego. No może oprócz, tego, że szanowny Pan Uchiha walnął mi strasznie długą gadkę na temat rozważnego kierowania swoim życiem, które w każdej chwili mogę stracić.
Słysząc jak koleżanka jednym tchem wyznała wszystko, z nutką ironii w głosie nie wiedziała co powiedzieć. Zakończenie rozmowy wydawało się najlepszym pomysłem. Jednak pytania kłębiące się w jej głowie niedługo będą musiały zostać wypowiedziane.
- Słuchaj, ja już muszę kończyć, mam nadzieję, że w następnych dniach znajdziesz dla mnie czas.
Tym razem to Sakura przerwała jej przemyślenia. Delikatnym głosem odpowiedziała tylko:
- Spoko, nie ma problemu. Czekam na telefon.
********************************
W wielkim szoku patrzyła na swojego mężczyznę, w sumie po jego słowach, to już raczej nie jej. Nie wiedziała co w tym momencie zrobić. Jak on w ogóle śmiał tak się do niej odezwać? Do niej! Wspaniałej, pięknej Ino! Niedorzeczne! Niewiarygodne!
Już otwierała usta by mu wyrzucić jaki z niego cham i prostak. Ale on bezczelnie jej przerwał.
- Nic nie mów Ino, nie chce mi się ciebie dłużej słuchać! Po prostu zrób to co kazałem, zbieraj manatki i wypieprzaj z mojego życia. Nie potrzebuję ani ciebie, ani twoich wiecznych problemów. Mam swoje własne!
- Tak po prostu mnie wyrzucasz?! Jak jakiegoś śmiecia?!
- Nie przesadzaj...
Nie wytrzymała, krew w niej wrzała. Utrze mu nosa, z nią miałby wszystko!
- Wrócisz do mnie z podkulonym ogonem, zobaczysz, będziesz błagał żebym wróciła! Ale nawet nie myśl, że to zrobię. Jeszcze dziś powiem tatusiowi, żeby zerwał z tobą wszelkie interesy. Ty... Ty DUPKU!
Spojrzał na nią z taką pogardą w oczach, że aż się cofnęła.
- Myślisz, że potrzebuję twojego ojczulka żeby odnieść sukces? To grubo się mylisz! A teraz z łaski swojej wynoś się! Albo nie! Wiesz co? Ja wyjdę, a ty się spakuj, do rana ma cię nie być. Nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy!
Nigdy na nią nie krzyczał. Ba! On nigdy głosu nie podnosił. Zbita z tropu ciągle się w niego wpatrywała. A on pozbierał kilka swoich rzeczy i wyszedł z mieszkania. Towarzyszył temu głośny trzask drzwi.
A w jej głowie rodził się plan, nie odpuści mu, jest jej potrzebny. Poza tym nikt do tej pory nie potraktował jej w ten sposób, w obawie przed gniewem jej ojca. Nie miała wyboru, jej nadwyrężona lekko duma domagała się zemsty. Na twarz blondynki zawitał nieprzyjemny uśmiech. "Już ja ci pokażę."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz